Mistake
#5. Malzenstwo w wieku 20 lat.
Byłem młody. Głupi. I naiwny.
Byłem przekonany, że nie potrafiłbym żyć bez Sam. Ona czuła
względem mnie to samo. Małżeństwo wydawało się być najbardziej oczywistym
wyborem dla dwójki osób związanych tak silnym uczuciem. Skoro byliśmy dla
siebie wszystkim, czemu mieliśmy tego nie zalegalizować?
Oczywiście, nasze rodziny uznały to za najgłupszy pomysł
jaki kiedykolwiek mieliśmy. Teraz, kiedy spoglądam w przeszłość, już wiem, że
powinienem był słuchać, kiedy mówili mi że zrujnujemy swoje życie. Powinienem
był to wiedzieć.
Na przekór wszystkim, złapaliśmy pierwszy samolot do Vegas i
pobraliśmy się w pierwszej lepszej kaplicy. Ślubu udzielił nam jakiś gość w
przebraniu Elvis’a. To szalone, głupie i było najgorszym możliwym sposobem
zawarcia związku. Jak można było zorganizować taką ceremonię… w taki sposób?
Sam była niezrażona. Wręcz przeciwnie, wydawała się
zachwycona. Była po prostu szczęśliwa. Też pewnie bym był, gdyby nie te… przeczucia.
Myślałem, że byłem tylko zdenerwowany. Ale późnej, wszystko się zmieniło.
Ciągła walka, kłótnie, wrzaski i krzyki. W niedługim czasie zdałem sobie sprawę
co to tak naprawdę było.
Wiesz jak to jest, kiedy robisz coś czego nie powinieneś? Kiedy
zalewa cię fala zwątpienia? Moje ciało, mówiło mi, że popełniam najgorszy błąd
w moim życiu.
Wszystko trwało miesiąc zanim zaczęło się rozpadać.
Oczywiście mieszkaliśmy razem. Tak jak wszystkie małżeństwa. Kiedy ja
pracowałem w dwóch miejscach na raz, Sam zostawała w domu. Upierała się, że to
jest właśnie to co robią żony. Siedzą w domu i oglądają seriale.
Pracowałem na nocną zmianę w CVS, a na dniu w lokalnym
Burger King’u. Martwy kończyłem robotę. Dwa powody, dzięki którym uświadomiłem
sobie, że moje życie zmierza do nikąd.
Podczas długich nocy w CVS, zacząłem pisać wiersze. Dobra,
wtedy wydawało mi się, że to była poezja. Ray, chłopak który pracował ze mną, którejś
nocy zapytał czy może przeczytać moje prace. Ten zeszyt… był całym moim życiem.
Nosiłem go ze sobą wszędzie i nigdy nikomu nie pokazywałem. Ale pozwoliłem
popatrzeć temu dwudziestolatkowi, z którym rozmawiałem tylko kilka razy
wcześniej, przeczytał, to było zdecydowanie coś czego nie chciałem.
Jednak coś w oczach Ray’a… Sposób w jaki spojrzał na mnie z
zaciekawieniem, sprawił że przytuliłem swój notes. Mój cenny notes. To było
dziwne. Kiedy patrzyłem jak Ray ostrożnie przewracał kolejne kartki pomyślałem…
że to może naprawdę był zły pomysł. Po kilku minutach zwrócił mi zeszyt i
uśmiechnął się.
„Zdecydowanie masz
talent. I jakieś wewnętrzne demony, chłopie. To jest cholernie głębokie. Kiedyś
będziesz sławny.” Poklepał mnie po plecach, zanim wrócił do obsługiwania
klientów.
Nie wiem co miał na myśli. Oczywiste, poeci są sławni. Shakespeare
był bardzo sławny z tym wszystkim co było albo i nie było bzdurami. Ale ja nie
jestem Shakespearem. Jestem tylko facetem pogrążonym w depresji, pracującym w
dwóch miejscach na raz, śpiącym dwie godziny na dobę i mężem kobiety która
nienawidzi mojego pieprzonego charakteru.
Uderzyło mnie to w momencie kiedy Ray wrócił do stolika. „Miałeś na myśli… Tak sławny jak Kurt Cobain albo Shakespeare?” To było
głupie pytanie, jestem pewien że to co powiedział to totalne bzdury.
„Shakespeare był
poetą, stary.” Powiedział z lekką ironia. „Ty jesteś tekściarzem”.
Tekściarzem? Zmieszałem się jakbym po raz pierwszy usłyszał
to słowo. „Tekściarzem?”
„Tak. To jest tekst,
prawda?” Wskazał na mój notes, zanim kontynuował. „Jesteś w jakimś zespole? Masz cholernie dobry głos!”
„Co ty sobie myślisz?”
To pytanie zabrzmiało ostrzej niż chciałem i szybko uśmiechnąłem się, aby
pokazać mu, że nie miałem nic złego na myśli.
„Śpiewasz cały czas,
Chester. Z moim dzwonkiem, z radiem, nawet zupełna cisza Ci nie przeszkadza. Jesteś
jedynym który śpiewa tu o trzeciej nad ranem. Śpiewa cokolwiek.” Ray uniósł
brwi.
„Oh… to prawda.”
Po rozmowie z Ray’em zacząłem coraz poważniej myśleć o
muzyce. Oczywiście, wcześniej też, byłem wielkim fanem muzyki, ale nigdy nie planowałem
ani nie marzyłem o jakiejś karierze. Ale od tamtego dnia, nie potrafiłem myśleć
o niczym innym.
Wtedy otrzymałem telefon. Telefon który raz na zawsze
zmienił moje życie.
To był Jeff Blue. Przyjaciel przyjaciela który był
właścicielem wytwórni z Los Angeles. Przyszedł do CVS którejś nocy, mniej
więcej dwa miesiące wcześniej. Poszukiwał nowych artystów, ale wtedy był
jedynym klientem. Tym o trzeciej w nocy. Mieliśmy radio nastawione maksymalnie
głośno i razem z Ray’em wypluwając płuca, śpiewaliśmy „Smells Like Teen
Spirit”. Nawet nie zauważyłem, kiedy wszedł i kaszląc znacząco starał się
zwrócić naszą uwagę. Zawstydzony chciałem wymamrotać przeprosiny, kiedy
podszedł do mnie i z entuzjazmem komplementował mój głos.
Dał mi wizytówkę, którą przez przypadek uprałem następnego
dnia. Na szczęście, on nalegał i też dałem mu swój numer. Tak na wszelki
wypadek. Początkowo nie pałałem entuzjazmem, ale Ray powtarzał, że to może być
moja wielka szansa. Po chwili wahania, zapisałem swój numer na odwrocie
tekturki.
Dwa miesiące później otrzymałem ten telefon.
Opowiedział mi o zespole który potrzebował wokalisty. Xero,
tak się nazywali. Byłem niechętny, ale nalegał, żebym przesłuchał kilka ich
dymówek. Dostałem je następnego dnia i oniemiałem. Ci faceci byli dobrzy. Cholernie
wspaniali! Inspiracje przychodziły z każdą minutą słuchania ich muzyki,
natychmiast zacząłem pisać. To było dla mnie tak naturalne. Wiedziałem co mam
zrobić, co powiedzieć i jak to zapisać.
Napisałem dwie piosenki w ciągu dwunastu godzin. Nagrałem
wokal do dwunastu innych i odesłałem demo Jeff’owi.
Dwa dni później, zadzwonił z informacją, że zespół chce mnie
na przesłuchaniu. W mieście aniołów.
Wtedy wkroczyła Sam. Była absolutnie przeciwna mojemu
pomysłowi, twierdziła, że jeśli pojadę, to będzie największy błąd w moim życiu.
Chciałem jej wykrzyczeć, że to ona nim jest. Że jest najgorszą decyzją mojego
życia. Ale znów milczałem.
Szantażowała mnie, mówiła że kiedy wrócę jej już tu nie
będzie. Wiedziałem, że będzie. Gdzie miałaby pójść? Nie miała pieniędzy innych
niż moje, teraz gdy ją zostawię, będzie musiała znaleźć pracę.
Myślę, że to wkurwiło ją najbardziej. Po raz pierwszy w
swoim życiu musiała pracować, jeśli nie chciała żyć na ulicy. Byłem przekonany,
że nie protestowała przeciwko moim planom wyjazdu tylko dlatego, że rzekomo
miała za mną tęsknić. Wydaje mi się, że mnie nienawidziła. Kiedyś rzuciła we
mnie obuwiem. Zostawiła trwały ślad na mojej głowie, nigdy nie zniknął.
Pomimo wszystkich jej jęków i płaczów, nie zmieniłem zdania.
Nie mogłem zostać w Arizonie i do końca życia robić w CVS. Nie potrafiłbym.
Pojechałem.
mistake
#4. Zgodzilem sie dolaczyc do zespolu.
Nie byłem bardzo zaskoczony, kiedy powiedzieli, że chcą mnie
w zespole.
Zgodziłem się w jednej chwili, bez żadnego namysłu. Nie
miałem pojęcia, że bycie w tym zespole oznaczało spisanie swojej duszy.
Wróciłem do Phoenix po resztę moich rzeczy. Przeprowadziłem
się do LA. Musiałem. Bob, menager zespołu, tworzył mnie od podstaw. Powiedział,
że zapłaci za mieszkanie przez cały mój pobyt w mieście.
Pakowałem się, a Sam wciąż krążąc przy moim boku,
powtarzała, że robię wielki błąd. Była jedynie smutna, że będzie musiała ruszyć
dupę z domu i zapracować na siebie. I zacząć żyć.
„Papiery rozwodowe
dostaniesz mailem. Tak szybko jak skontaktuję się z adwokatem.” Mruknąłem
przerzucając torbę przez ramię.
„Co?” Jej oczy
zapłonęły. „Ale… Przecież jesteśmy
małżeństwem od dwóch lat!”
„To nie mogło się
udać, Sam. Oboje wiemy, że się nie kochamy.” Z westchnieniem odgarnąłem włosy
opadające jej na twarz. Przypomniałem sobie czas kiedy ją kochałem i kiedy ona
kochała mnie. Te dni minęły, odeszły bezpowrotnie. Potrzebuję odejść. „Mam
nadzieję, że odnajdziesz szczęście, Sam.”
Przewróciła oczami. „Cokolwiek,
dupku.”
To mógł być ostatni raz kiedy ją widziałem.
Pomyślałem, że dołączenie do zespołu było najlepszą rzeczą
jaka mi się przydarzyła. Odwróciła wszystko co było złe.
A ja jestem fajna, bo już znam to opowiadanie i wiem, jak się zakończy! XD Haha, dobra, nieważne. Moją opinię i tak już znasz - podoba mi się to opowiadanie bardzo, uważam, że jest ciekawie napisane. Jedyne, co mnie drażni to brak poslkich znaków w niektórych miejscach, ale to już tylko moje fanaberie.
OdpowiedzUsuńA ja nie czytałam, nie wiem, jak się skończy, ale niesamowicie się cieszę, że zdecydowałaś się je opublikować, bo jest świetne i już nie mogę się doczekać ciągu dalszego. Podoba mi się jak piszesz, jest lekko i przyjemnie, miło się czyta. Jestem ciekawa, jak potoczy się życie Chestera w Mieście Aniołów. No i wspaniale, że piszesz o 'początkach' bo właśnie takich opowiadań szukam, a jest ich bardzo mało.
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejny. :)
noo, wreszcie Blue założyła bloga! już nie mogłam się doczekać ; ) oczywiście Mistakes to świetny tekst, o czym już Ci mówiłam i naprawdę fajnie się czyta. mam nadzieję, że blog zmobilizuje Cię do częstszego pisania i będzie się pojawiało coraz więcej opowiadań, a nie kilka stron i miesięczna przerwa xd
OdpowiedzUsuńtak w ogóle, Noddy się spisała z tym szablonem, wygląda świetnie ;p